…zamierzam przerwać ciążę…

Flor de amendoeira

„Ja jestem teraz w ciąży i zamierzam przerwać ciążę… w Wigilię…” Dlaczego słowa Bratkowskiej tak wstrząsnęły opinią publiczną? Głosy tzw. świętego oburzenia lub lżejszej dezaprobaty podniosły się oczywiście po stronie przeciwników pozostawienia wyboru dotyczącego ewentualnego usunięcia ciąży kobiecie, ale również po stronie pro-choice. „Niesmaczne, nie na miejscu, przesadne, zaogniające konflikt”. Udało się Bratkowskiej zjednoczyć Polaków ponad podziałami. Sama, własnoręcznie (własnoustnie?) włożyła sobie na plecy rolę kozła ofiarnego, a tłum nie bacząc, że ukrzyżowanie będzie katolicka, religijna większość będzie świętować dopiero za kilka miesięcy, zajął się kamienowaniem. Kamień wielki, kamień mniejszy, mały kamyczek… bodaj żwir z niedokończonych autostrad wrzucić na głowę nieszczęsnej.

Za co? Za złamanie tabu? Którego? Zatrzęsła kilkoma naraz. Matka Polka, „dzieciątko pod sercem” (nawet wtedy, gdy „dzieciątko” jest jeszcze zygotą liczącą kilkadziesiąt komórek). „Jezus w żłóbku leży, któż pobieży kolędować małemu?”… czy sam temat był tak kontrowersyjny, czy termin?

Może dała się nam przejrzeć w lustrze i przeraziło nas to, co ujrzeliśmy… Dużo się w Polsce mówi o świętym macierzyństwie, o tym, jak kochamy dzieci, jakie są cenne. Politycy i kapłani zjednoczeni we wspólnym lamencie proszą i grożą rozsnuwając przerażającą wizję wyludnionej Polski ze snującymi się pojedynczo postaciami bezdzietnych staruszków. Całe święta Bożego Narodzenia, to święta macierzyństwa, które kapie z witryn sklepowych, reklam telewizyjnych, ambon w kościołach. Podane w formie mniej lub bardziej strawnej papki, czasem przyprawionej komercyjnie (najcenniejsze są te dzieci, których rodzina ma pieniądze), czasem bardziej wzniośle, misyjnie (przez kapłanów).

Wgrzebmy się głębiej – pierwsza osoba tej opowieści to „Najświętsza Panienka”. Niewinna dziewczynka (jak na nasze obecne, polskie standardy – nieletnia) staje się „powolną służebnicą Boga”, zachodzi w ciążę i rodzi „dziecię”. Rodzi je oczywiście bez udziału mężczyzny, którego udział całe piękno tego wydarzenia zohydziłby i zbrukał. Trudno aby Kościół hierarchiczny dopuścił do przelotnej chociażby myśli, ze Boża Matka mogła pozostawać w jakiejkolwiek relacji cielesnej z mężczyzną. Po co w tej całej historii Józef? Przecież wprowadzenie dziecięcia do wspólnoty mogłoby odbyć się spokojnie przez brata, ojca lub kuzyna Marii. Ale wtedy Maria zostałaby potraktowana tak, jak wszystkie kobiety w podobnej sytuacji – ciężarna dziewczynka przeciwko tłumowi, który tak lubi mieć władzę nad seksualnością każdego człowieka.

Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem wesoła nowina, że panna c z y s t a porodziła syna. Dziewica matka. Dziecko bez ojca. „Dzieciątko”. Ponoć wszyscy jesteśmy dziećmi „Boga”. Drepczemy więc grzecznie w zwartym szyku ku ołtarzowi, przed którym stoi kapłan, mówiąc nam co dobre, a co złe. Uprawiając moralną schizofrenię. Padamy na twarz przed matką, panną, która powiła dziecię „bez ojca”, obrzucając wyzwiskami te, które ośmieliły się zrobić to samo.

Znajoma – która wychowywała w latach osiemdziesiątych „nieślubne” dziecko – wierząca – opowiadała historię, która choć zabawna, pokazuje tę sprzeczność. Uczestniczyła kiedyś we mszy. Na zakończenie ksiądz wygłosił płomienne przemówienie piętnujące „źle prowadzące się” parafianki. Zakończył efektowną puentą: jeśli żyjecie bezbożnie, wychowując dzieci poczęte poza kościelnym małżeństwem, lepiej nie przychodźcie do mnie na mszę, bo to znaczy, że odrzucacie nauki kościoła. Kobieta, która wysłuchała tej opowieści zauważyła celnie, że w takim razie rzeczywiście powinny były wyjść, zabierając ze sobą figurkę „Matki Boskiej”. Też w końcu wychowywała dziecko, nie będące synem jej męża.

Dziecko, narodziny – odrealnione, świetliste, bezcielesne. Bez krwi, krzyku, skurczów. Genitaliów. I czającego się gdzieś na początku… SEKSU. To tak, jakby nasze przykładne, z rozczesanym równo przedziałkiem społeczeństwo ukrywało pod przykrótką kołderką dzikie zwierzę. Według ogólnego przekazu – potwornie niebezpieczne, nieokiełznane w swoich instynktach. Proponowana strategia głosi, że zamiast je poznać, dokładnie obejrzeć (oswoić?) – lepiej szczelnie przykrywać i udawać, że nie istnieje. Zamknijmy oczy i to, co niewygodne – zniknie… Albo schowajmy za domem.

Spójrzmy jak wygląda nasza polska mentalność. Przeważająca część Polaków deklaruje się jako katolicy wrzucając tę swoją wiarę do wolnościowego sosu zahaczającego jeszcze o Sobieskiego pod Wiedniem. Bóg, Honor, Ojczyzna. Łopot skrzydeł husarskich i Bogurodzica. Aspiracje rozdęte od morza do morza. Wielkość, bo wszak wszyscy pochodzimy od Sarmatów. Panny wyłącznie cnotliwe, mężatki pobożne i kochające swe „dzieciątka noszone pod sercem”. Dzielni rycerze. Żaden nie ma wśród przodków chłopa. Panowie szlachta.

A za domem… codzienność. Seks gdy nikt nie patrzy. Pranie w niedzielę owszem, tylko schnąć powinno ukradkiem, gdzieś, gdzie nie będzie widać. Rozwód? Chętnie, ale najlepiej kościelny. Wtedy suknię białą znów będzie można założyć. Fakt, trzeba zapłacić księdzu. Ale wszystko kosztuje.

„Grzech” najstraszniejszy Bratkowskiej nie polegał na tym, że zamierzała ciążę usunąć. Nawet nie na tym, że nie poczuwa się do wejścia w rolę Matki Polki Żywicielki. Najstraszliwszy grzech „feministki Bratkowskiej” polega na tym, że o tym powiedziała, zestawiając tę informację z całą naszą, polską, patriotyczną mieszanką, która eksploduje corocznie w Wigilię.

Nagranie rozmowy Katarzyny Bratkowskiej z posłem Jackiem Żalkiem
Wywiad z Katarzyną Bratkowską. Na Temat
„Kobiety są naprawdę opętane”. Fronda

Elżbieta Janiszewska. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą o mnie wszystko, co jest potrzebne.

0
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

Comments are closed.