Ubój rytualny – prawa człowieka czy prawa zwierząt?

BiernackaKatarzyna_zdjecie_2(1)

Idea praw zwierząt to córka praw człowieka. Niektórzy upatrują w niej zagrożenia dla praw Homo sapiens, ale jest ona przecież tylko ich rozwinięciem. Tak jak osiągnięciem, a nie ograniczeniem, nazywamy dziś odrzucenie niewolnictwa, rasizmu, seksizmu i innych form dyskryminacji ludzi, podobnie możemy spojrzeć krytycznym okiem na kolejne uprzedzenie o równie wielowiekowej tradycji – dyskryminację ze względu na przynależność gatunkową.

W Europie zachodniej nie ma filozoficznego konsensusu, co do podstaw i zakresu praw człowieka. Koncepcje różnią się od siebie, nieraz w znacznym stopniu. Wystarczy chociażby zdać sobie sprawę, że niektórym do postulowania tych praw potrzebna jest hipoteza „założycielska” w postaci Boga-Stwórcy. Inni zaś uważają wręcz przeciwnie, twierdząc, że boskie początki odbierałyby wiarygodność idei praw człowieka, która doskonale broni się sama, kiedy uznać ją po prostu za korzystny i potrzebny konstrukt społeczny stworzony wyłącznie przez człowieka.

Książka Prawa człowieka i ich granice Wiktora Osiatyńskiego ukazuje nie tylko niemożność dojścia do zgody co do filozoficznych założeń praw człowieka, ale również niezwykłą złożoność samego zakresu tych praw. Choć autor daleki jest od ich idealizowania, to jednak przyznaje, że są ważną zdobyczą ludzkości, a oskarżeniom o kulturowy imperializm przeciwstawia ideę uniwersalizmu „miękkiego”, który skupia się na „powszechności wartości i standardów, dopuszczając zróżnicowanie praktyk kulturowych i instytucji, jeśli nie sprzyjają one łamaniu praw.” (1)

Ani nierozwiązany do dziś brak spójności filozoficznej, ani też problem w zdefiniowaniu katalogu podstawowych praw człowieka nie popychają zwolenników ku odrzuceniu tej idei i praktyki. Przeciwnie, istnieje rosnący konsensus, że cechy takie jak pochodzenie etniczne, kolor skóry, płeć czy orientacja seksualna nie mogą stanowić podstawy do dyskryminacji, oraz że wszystkim ludziom należy zapewniać wolność słowa, którą ograniczać może tylko krzywda innych. Dlatego też należy wspierać również wolność przekonań religijnych – wybór przynależności lub wystąpienia z takiej czy innej wspólnoty – dopóki nie zagraża ona zdrowiu i życiu innych ludzi. Podobnie rzecz się ma z przekonaniami spoza sfery religii. Dopóki ktoś swą niechęć do gejów i lesbijek będzie manifestować, nie przyjaźniąc się z takimi osobami, można powiedzieć, że to jego sprawa. Jeśli jednak podejmie działania uniemożliwiające takiej osobie, np. pracę w zawodzie nauczyciela, to posunął się już do dyskryminacji i łamania praw człowieka niezależnie od tego, czy powodem była lekcja religii, czy przemyślenia pozareligijne.

Szkodliwe uprzedzenia i dyskryminacja nie ograniczają się jednak do ludzi. Obok nich są przecież także inne istoty posiadające zdolność do odczuwania bólu, przyjemności, przeżywania emocji, doświadczania myśli, skojarzeń, pamięci, posiadania preferencji, czy zdolnych do tworzenia relacji społecznych. To zwierzęta pozaludzkie, w szczególności kręgowce: w różnym stopniu ssaki, ptaki, ryby, gady czy płazy. Posiadanie tych zdolności sprawia, że mogą stać się obiektem opieki i ochrony, ale również ofiarą przemocy, cierpienia i krzywdy, której nieodwracalną formą jest odebranie życia.

Od śmierci Kartezjusza, który traktował zwierzęta jak nic nieczujące maszyny, minęło już ponad trzy i pół wieku. W międzyczasie nauka nadgoniła jego niewybaczalne dziś braki, nie tylko zauważając zdolność do odczuwania nawet u ryb (2), ale także rozwijając analizę świadomości i życia umysłowego u zwierząt pozaludzkich w ramach etologii poznawczej.
Po Kancie zwalniającym nas z jakichkolwiek bezpośrednich obowiązków wobec naszych zwierzęcych kuzynów przyszedł John Stuart Mill, który zdolność do cierpienia, a nie przynależność gatunkową, uznał za podstawowe kryterium przynależności do wspólnoty istot, których interesy liczą się moralnie. W latach 70-tych XX wieku, w swojej znanej milionom ludzi książce Wyzwolenie zwierząt, kolejny utylitarysta Peter Singer zawarł i spopularyzował krytykę szowinizmu gatunkowego. Dyskryminację ze względu na przynależność gatunkową postawił w jednym rzędzie z rasizmem i postulował (dziś wciąż to czyni) wegetarianizm jako minimum, które jesteśmy winni innym zwierzętom, choć tak naprawdę jego analiza prowadzi raczej do wniosku o weganizmie. Po nim przyszła kolej na proponentów praw zwierząt, z których najbardziej znanymi są filozofowie Tom Regan i Gary Francione.

Jakkolwiek zróżnicowana pod względem filozoficznym jest idea praw zwierząt, jedna rzecz nie ulega wątpliwości: jest ona ewidentną kontynuacją praw człowieka. Filozofia praw zwierząt wprowadza problem naszego stosunku do zwierząt na płaszczyznę ruchów sprawiedliwości społecznej, uznając, że to, co robimy ze zwierzętami pozaludzkimi, z etycznego punktu widzenia nie może leżeć w sferze arbitralnych decyzji, lecz podlega ocenie etycznej. Uznaje, że zwierzęta również mają pewne podstawowe prawa moralne takie jak prawo do życia, do niebycia niewolnikiem, a krzywdzenie ich dla cudzej korzyści jest łamaniem tych praw. Prawa zwierząt nie mają nic wspólnego z miłośnictwem zwierząt tak jak działanie na rzecz praw człowieka nie jest synonimem miłośnictwa gejów czy czarnych. Prawa zwierząt, podobnie jak prawa człowieka, nie są instrumentem, który ma wprowadzić raj na ziemi i zagwarantować, że nikt nie ucierpi ani nie zginie. Nie ma też podstaw do przyjmowania założenia, że prawa nie będą nigdy wchodziły ze sobą w konflikt. Przyjmując wszystkie te ograniczenia, zwolennicy praw zwierząt postulują przede wszystkim koniec eksploatacji zwierząt przez człowieka. Minimum tego, co każdy z nas powinien zatem wziąć pod uwagę jest weganizm. Oznacza on odrzucenie produktów odzwierzęcych, a przejawia się przede wszystkim smaczną i kolorową dietą roślinną, dlatego że to dla przemysłu spożywczego – mięsa, nabiału i jaj – krzywdzi się i zabija największą liczbę zwierząt na ziemi: około 60 miliardów zwierząt lądowych (ptaków i ssaków) i niezliczoną rzeszę kręgowców wodnych, czyli ryb.

Kampania przeciwko ubojowi rytualnemu nie wpisuje się w walkę o prawa zwierząt, lecz co najwyżej w regulację eksploatacji zwierząt. Postuluje tylko zakazać rzeźnikom zabijania bez ogłuszania, a konsumentom zamiast weganizmu poleca upewniać się, czy jedzone przez nich zwierzęta nie pochodzą z uboju rytualnego. Kampania ta równocześnie normalizuje ubój świecki, kontrastując go z ubojem rytualnym i określając ten pierwszy mianem humanitarnego zabijania, które ma rzekomo świadczyć o poziomie cywilizacji i dbałości o ochronę zwierząt. Czym jednak jest ubój świecki, jeśli nie masowym, systemowym, niepozbawionym cierpienia (3) zabijaniem zwierząt, które odbywa się dla zaspokojenia smaku, przyzwyczajenia i dla zysku? Nie potrzebujemy jeść mięsa nabiału i jaj: największa organizacja dietetyków na świecie potwierdza na podstawie rosnącej liczby badań, że dieta roślinna jest dla ludzi odpowiednia, a nawet może służyć jako profilaktyka choroby niedokrwiennej serca (4), która zbiera takie żniwo w krajach Zachodu. Masowa hodowla i zabijanie zwierząt, choć powszechne, nie są więc niezbędne. Nie stoi za nimi autentyczna potrzeba, lecz co najwyżej mniej lub bardziej wyartykułowane uprzedzenie, o którym pisał Peter Singer i wielu innych, którzy poczynili podobne do niego spostrzeżenia. Trudno też mówić o ochronie zwierząt, kiedy się je zabija, a oksymoron „humanitarny ubój” trzyma się tak dobrze tylko z powodu wciąż rozpowszechnionego szowinizmu gatunkowego. Komercyjny ubój świecki jest w takim samym stopniu przedsięwzięciem obliczonym na zysk jak komercyjny ubój rytualny, a ogólna liczba rzeźni w Polsce (1446 w 2004 r. wg raportu NIK) jest nieporównywalnie większa niż liczba ubojni certyfikowanych przez muzułmańskie czy żydowskie związki wyznaniowe (około 20). Trzeba przywołać te fakty, gdyż kampanii tej nie brakuje demagogicznych argumentów, które mają mocny rasistowski potencjał i zapewne przyciągają antysemitów. Choć wolność religijna powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się czyjaś krzywda, to hipokryzją jest prowadzić kampanię przeciwko ubojowi rytualnemu, nie proponując równocześnie weganizmu. Problem zdaje się leżeć w tym, że wiele osób zaangażowanych w tę kampanię wciąż nie uporało się z własną konsumpcją zwierząt, trudno więc się spodziewać – przynajmniej na razie – by promowały kuchnię roślinną same się na nią nie przestawiwszy.
Jedno nie budzi wątpliwości – na dzień dzisiejszy rozporządzenie dopuszczające ubój bez ogłuszenia nie jest zgodne z Ustawą o ochronie zwierząt, która w stosunku do rozporządzenia jest nadrzędna. Zatem ubój bez ogłuszenia wydaje się być niezgodny z polskim prawem i ten argument jest podniesiony jak najbardziej słusznie.

Pierwsza, a w szczególności druga wojna światowa i towarzyszące jej ludobójstwo były mocnym impulsem do skodyfikowania praw człowieka. Oby coraz większa świadomość krzywdy jaką wyrządzamy zwierzętom pozaludzkim i jej niewyobrażalna skala była równie silną motywacją do rozpowszechnienia się praw zwierząt i weganizmu. Gdybyśmy jednak nie chcieli poszerzyć naszych moralnych horyzontów, kto wie, czy nie zmusi nas do zmiany stylu życia coś dużo bardziej przyziemnego – kurczące się zasoby naturalne, takie choćby jak woda pitna (5), które tak nieekonomicznie wykorzystywane są w produkcji mięsa, nabiału i jaj.

(1) Wiktor Osiatyński, Prawa człowieka i ich granice, przeł. Sergiusz Kowalski, Znak, Kraków 2011, s. 288.
(2) Victoria Braithwaite, Do Fish Feel Pain?, Oxford University Press, 2010
(3) Weterynaria zna bezbolesne sposoby uśmiercania zwierząt ale stosowane są one tylko wobec zwierząt domowych, zaś dozwolone prawem metody zabijania tzw. zwierząt gospodarskich często i tak nie znajdują potwierdzenia w praktyce – porównaj Raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący kontroli ubojni z 2005 roku http://www.vetpol.org.pl/www_old/Rozne_komunikaty/Informacja%20NIK.pdf
(4) www.empatia.pl/ada
(5) Stockholm International Water Institute, Feeding a Thirsty World. Challenges and Opportunities For a Water and Food Secure Future, 2012

Katarzyna Biernacka. Weganka, prezeska Stowarzyszenia Empatia, tłumaczka z języka angielskiego.

0
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

5 comments on “Ubój rytualny – prawa człowieka czy prawa zwierząt?

  1. Pingback: Bez dogmatu o zwierzętach | gzyra.net | Darek Gzyra

  2. Katarzyna Biernacka on said:

    gosia –
    Przeczytałam sporo materiałów i artykułów dotyczących kampanii przeciwko tzw. ubojowi rytualnemu w Polsce, obejrzałam też konferencje prasowe. W żadnym z tych materiałów nie spotkałam się z przypadkiem, by ktoś mówił o niejedzeniu mięsa. W większości przypadków oddzielano grubą kreską tzw. ubój rytualny od pozostałych form uboju. Często przedstawiano ubój z ogłuszeniem jako dorobek cywilizacyjny , stan pożądany.

    Jeśli chodzi o realia, to warto zauważyć, że rozmowa o tym, że cierpienie zwierząt liczy się moralnie trwa na zachodzie od czasów Johna Stuarta Milla. Od XIX wieku powstawać zaczęło ustawodawstwo, które miało z tym cierpieniem sobie poradzić. Główną wadą tego prawodawstwa i myśli Milla był jednak właśnie brak realizmu. Chciał on, podobnie jak legislatorzy godzić poważne traktowanie zdolności do cierpienia z równie poważną eksploatacją zwierząt. Taki konflikt interesów niestety zawsze działa na niekorzyść zwierząt. Podobnie sytuacja miała się kiedyś (i ma niekiedy i dziś) w przypadku ludzkich niewolników. Dyskusja, o której Pani mówi Gosiu, trwa więc już grubo ponad 100 lat, a jej rezultaty są dość opłakane – wystarczy zaglądnąć choćby do fermy jajczarskiej czy na fermę futrzarską, spojrzeć na choroby krów o monstrualnych wymionach, zaglądnąć do rzeźni czy na morski trawler.

    Dyskusja ta w żaden sposób nie kwestionuje ona eksploatacji zwierząt, nie podważa praktyki wykorzystywania i zabijania słabszych dla zysku i wygody silniejszych, nie mówi o szowinizmie gatunkowym i nie kwestionuje go na równi z rasizmem. A skoro ludzie mają prawa człowieka, podobnie można mówić o prawach zwierząt w obrębie takich zdolności i umiejętności, jakie dzielimy z innymi zwierzętami. Hodowla i zabijanie to łamanie podstawowych praw – instrumentalne traktowanie i krzywdzenie.

    Z ekologicznego punktu widzenia, to rozmowa o rodzajach eksploatacji jest bardzo krótkowzroczna. Kolejne raporty na temat wpływu działalności człowieka na środowisko jako najbardziej degradującą formę wskazują produkcję zwierzęcą i mówią, że jakakolwiek zauważalna zmiana na lepsze wiąże się z odwrotem od produkcji i konsumpcji produktów odzwierzęcych. Zatem weganizm, tak pod względem etycznym jak i ekologicznym jest jak najbardziej pożądanym i dalekowzrocznym kierunkiem.
    Takie raporty to:
    1. „Livestock’s long shadow” (FAO, 2006)
    2. UNEP (2010) Assessing the Environmental Impacts of Consumption and Production: Priority Products and Materials, A Report of the Working Group on the Environmental Impacts of Products and Materials to the International Panel for Sustainable Resource Management. Hertwich, E., van der Voet, E., Suh, S., Tukker, A., Huijbregts M., Kazmierczyk, P., Lenzen, M., McNeely, J., Moriguchi, Y.
    3.Jägerskog, A., Jønch Clausen, T. (eds.) 2012.
    Feeding a Thirsty World – Challenges and Opportunities for a Water and Food Secure Future. Report Nr. 31. Stockholm International Water Institute, SIWI, Stockholm.

    Realizm każe brać pod uwagę fakt, że ludzie zmieniają się powoli, ale mogą zmieniać się w kierunku weganizmu, stopniowo adaptując swój styl życia. Trzeba się również liczyć z tym, że sami takiego rozwiązania nie wymyślą, trzeba im je podawać w jasny i zrozumiały sposób.

    Katarzyna, na pytanie, czy dieta roślinna jest dla człowieka odpowiednia już odpowiedziano: jest. Nie jest to więc tylko kwestia niejedzenia mięsa, ale i nabiału i jaj. Największe na świecie stowarzyszenie dietetyków American Dietetic Association analizuje dostępne na świecie badania (których jest coraz więcej wraz ze zwiększającą się ilością wegan) i wydaje stanowisko na temat diet wegetariańskich, w tym wegańskiej. Co parę lat, to stanowisko jest aktualizowane biorąc pod uwagę nowe wyniki badań. Przetłumaczyliśmy stanowisko z 2009 roku: www.empatia.pl/ada.

  3. a skąd Pani wie, czy nie piszemy o niejedzeniu mięsa, Po drugie za dużo filozofii i utopi, proszę być realistką. Nie jem mięsa ale jestem realistką,że nie będzie przez wiele lat zamkniętych rzeźni i ludzi na całym świecie vege. Mało tego uważam,że od uboju zacznie się dyskusja na temat zwierząt gospodarskich, ich uboju, edukacji. To co Pani pisze jest i nierealne i krótkowzroczne

    • Autorce najwyraźniej nie zależy na polepszeniu sytuacji zwierząt w polsce, tylko na wykreowaniu się na „najradykalniejszą wegankę 3rp”.
      Żal patrzyć jak ego wygrywa z ideą.

      • Katarzyna on said:

        Nie zgadzam się z Autorką, że minimum o jakim powinniśmy mówić, biorąc pod uwagę prawa zwierząt, to weganizm. Dla mnie odpowiedź, czy ludzie powinni jeść mięso, nie jest jednoznaczna. Natomiast uważam, że jednoznaczna jest odpowiedź na pytanie, czy powinniśmy postarać się, aby zwierzęta, które zjemy, cierpiały nie więcej niż to konieczne.

        Jednocześnie sądzę, że stwierdzenie lolka, że autorce zależy na „wykreowaniu się”, jest nadużyciem. Z całkowitą pewnością możemy mówić o własnych motywach (a i to nie zawsze). Chyba, że uzyskał tego rodzaju zapewnienie od niej samej…?