Michał Różyczka

Laickość, czy „multireligijność”?

Zdecydowanie laickość. Religie niech się rządzą same, bez jakiegokolwiek udziału państwa, które ma dbać wyłącznie o przestrzeganie prawa (ew. o przekazywanie $$ od wiernych do odpowiednich kościołów i związków religijnych, tak jak to się dzieje w Niemczech). Pełna jawność majątków organizacji religijnych oraz prowadzonych przez te organizacje operacji finansowych (zewnętrzne audyty).

Jeśli chodzi o państwową aktywność we wspieraniu i promowaniu kultur przynoszonych przez azylantów i imigrantów – jestem zapiekłym konserwatystą. W moim pojęciu jedyna pomoc, jakiej powinno udzielać państwo imigrantom, może dotyczyć wyłącznie ich kulturowej i materialnej asymilacji. Do ponadkulturowej integracji najzwyczajniej nie dorośliśmy (ani my, ani oni). Popatrzcie na Holandię, w której bodaj jako pierwszej rozpalił się ogień „multi-kulti”, a teraz im się to odbija czkawką. Czkają też Niemcy i Francja; gdzieś słyszałem, że entuzjazm „multi-kulti” gaśnie i w Kanadzie, ale nie ręczę za poprawność tej informacji. Przyznam, że nie wiem, dlaczego „multi-kulti” udaje się w USA (choć zdaje się, że też nie wszędzie). Może po prostu dlatego, że to duży kraj?

Sekularyzacja sfery publicznej, czy nieograniczona swoboda w uzewnętrznianiu światopoglądu?

Zdecydowanie sekularyzacja. Żadnych symboli religijnych w urzędach, żadnej religii w szkołach państwowych. Nie bardzo wiem, co ma znaczyć „nieograniczona swoboda w uzewnętrznianiu światopoglądu” – jak wszystkie swobody, tak i ta polega ograniczeniom prawnym. I niech podlega, byleby to prawo było 1) mądre, 2) egzekwowane.

Przestrzeń państwa wolna od przejawów religijności, czy wspieranie ekspresji wszystkich religijnych przekonań? A jeżeli założenie wsparcia ekspresji przekonań religijnych, to czy niereligijnych również?

Żadnego wspierania ekspresji przekonań przez państwo – chyba, że chodzi o zgodę na przemarsze, procesje, pielgrzymki i co tam jeszcze. W szczególności – żadnych modłów z udziałem władz, żadnych komunii prezydenckich przed obiektywami telewizji, żadnych kapłanów na uroczystościach państwowych (wyjątek: pogrzeb, jeśli już musi być religijny, ale i wtedy ceremonia religijna powinna być poprzedzona oficjalną państwową, po której delegacja państwowa znika). Co najwyżej jedna krótka audycja religijna tygodniowo w radiu i TV, ale przygotowywana kolejno przez wszystkie zainteresowane, oficjalnie zarejestrowane wyznania, niezależnie od liczby członków danego kościoła czy zgromadzenia. No może niezupełnie niezależnie – trzeba by zrobić wykres liczby członków, zobaczyć, gdzie jest w nim dziura (bo prawie na pewno jest: kilka kościołów/zgromadzeń ma powiedzmy ponad 50000 członków, a cała reszta – powiedzmy poniżej 5000) i prawo występowania w państwowych mediach dać tylko tym „znad dziury”.

Jak zorganizować życie społeczne, aby nawzajem respektować swoje prawa? Jak określić granice?

Po pierwsze – „odpępnić” KRK od państwa. Bez tego nic. I dopóki się tego nie zrobi, nie ma sensu zastanawianie się, co dalej.

Michał Różyczka

1
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

Comments are closed.