Dualizm pojęciowy w odniesieniu do wolności, tolerancji i moralności w chrześcijaństwie

5-RGB

„Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci.”
Albert Einstein

Nie tak dawno kłóciłem się wraz ze swoim znajomym, który określa się jako katolik i nacjonalista na temat wielu rzeczy począwszy od Marszu Niepodległości, a kończąc na masonerii, ale najbardziej zafascynowało mnie, a dokładniej przeraziło to jak często ludzie mieszają pojęcia chrześcijańskie oraz podpinają je pod ogólniki, których użycie w przemowach i tekstach nie odstrasza ludzi, a raczej zachęca do współdziałania z ich autorem. Chodzi mi głównie o trzy pojęcia, czyli wolność, moralność oraz tolerancja i ich różne znaczenia w zależności od sytuacji, a nie mające nic wspólnego z ogólną formułą, o jakiej myślą ludzie słysząc te hasła.

Zaczynając od moralności odniosę się do wspomnianego wyżej cytatu, który niestety niewiele ma wspólnego z Polską podobno postępową i nowoczesną. Bo przecież jednak słuchając księży z kościelnych mównic, polityków prawicy na swoich wiecach oraz zagłębiając się w jakże fascynującą „literaturę”, jaką prezentują portale katolickie takie jak Fronda, człowiek dochodzi do innego wniosku niż Einstein. Jeżeli nie jesteś człowiekiem wierzącym w boga chrześcijańskiego, jesteś człowiekiem ułomnym moralnie, bez żadnych zasad i wartości, co doprowadzi do efektu końcowego jakim jest zezwierzęcenie – powtarzają wszyscy zgodnie. Pominę już kwestię tego, że zezwierzęcenie ma tu wydźwięk negatywny, bo chociaż zwierzęta nie czują przyjemność w cierpieniu innych, a ludzie tak, to jednak uważa się zrównanie z nimi za jedną z najgorszych obelg. Cała moralność polega na zakazach i nakazach bez zastanowienia się, że pewne reguły mogą krzywdzić niektórych ludzi, którzy tak naprawdę nie robią nic złego. W praktyce nie ma tu mowy o żadnej moralności, a jedynie o surowej dyscyplinie polegającej na autoryzacji przemocy wobec nieposłusznych, rutynizacji działań oraz odczłowieczenia ofiar i przeciwników. Brak tu nawet uniwersalnej dla wielu społeczeństw podstawy moralnej, podwalin dekalogu czy jakiegokolwiek innego pakietu basic moralisty, ponieważ w tej dyscyplinie reguły i zasady nie są stałe i niezmienne, a cały czas mutują zgodnie z pomysłami naczelnych pasterzy. Jednego dnia zabicie niewiernego jest moralnie dopuszczalne, a drugiego już nie, bo ktoś bardziej liberalny dorwał się do steru statku Kościoła Matki. Tak więc w chrześcijaństwie brak miejsca na uniwersalną moralność, a jedyne na co wierzący i ich ofiary mogą liczyć, to ścisła oraz nie podlegająca żadnej dyskusji dyscyplina wobec hierarchów. Jakby nie patrzeć to wg. poziomów rozwoju rozumowania moralnego wg. Kohlberga taki typ moralności jest na najniższym dziecięcym poziomie, ale im dłużej obserwuję postępowania katolików i ich zasłanianie się moralnością chrześcijańską, tym bardziej jestem przekonany, że to o czym mówią i według czego się kierują nie zasługuje nawet na ten najniższy poziom, bo z moralnością nie ma nic wspólnego.
Idąc dalej zajmijmy się wolnością. Nie chodzi mi o wolność całkowitą, ten anarchizm pomieszany z chaosem, ale o wolność wpisaną w prawo, jaką mamy obecnie. Niestety w chrześcijaństwie nie ma miejsca na taką wolność, choć jego misjonarze mówią inaczej. Podpinają się pod inicjatywy promujące wolność słowa, a z drugiej strony lobbują za rozszerzeniem art. 196 kk, który jak wszyscy dobrze wiemy, a przynajmniej powinniśmy, dotyczy obrazy uczuć religijnych, co może wiązać się z pobytem na koszt podatników w zamkniętym miejscu przez dwa lata. Jak wiemy każdy podchodzi do tematu w różny sposób nawet jeżeli wszystko oparte jest na tych samych regułach i odruchach. Jedni się obrażą, a drudzy nie.
Ewangelizatorzy walczą o to, by w szkołach w imię „wolności” uczono dzieci kreacjonizmu, a teorię ewolucji wrzucono do szufladki „hipoteza bez poparcia”, a w imię szacunku do wiary (myślałem, że szanuje się żywe istoty, a nie to co im w głowach się tłoczy) chcą zamykać ludzi, którzy powiedzą to, co jest niemiłe dla ich uszu. Zagłębiając się w temat dochodzi się do wniosku, a przynajmniej ja do takiego doszedłem, że w tej religii (i nie tylko) nie ma żadnego miejsca na jakąkolwiek wolność. Zacznijmy od naszego świata, zanim przeniesiemy się w ten urojony niebiański. Jest głowa kościoła, która na mocy konstytucji dogmatycznej Pastor aeternus z 1870 roku ogłasza wszem i wobec, że papież jest nieomylny w kwestiach wiary i obyczajowości, ale nie w innych codziennych ludzkich sprawach śmiertelników[1]. Jednak nieomylność w kwestiach obyczajowości pozwala na uznanie pewnych grupy ludzkich za niemoralne i wrogie boskiemu porządkowi (potocznie nazywanym naturalnym, ale z naturą nie mającym nic wspólnego), co jest równoznaczne z wycelowaniem broni w tych niewygodnych. Wolność ma więc jedynie papież do określania kto może w swoim zachowaniu być wolny, a kto jest przeznaczony do „braterskiego pouczenia”. Wolność nie istnieje zatem dla chrześcijan ponieważ nie dość, że nas śmiertelników ma pouczać nieomylny pasterz, to jeszcze na temat każdej, ale to naprawdę każdej, nawet najmniejszej i nie mającej żadnego znaczenia sprawy, stara się kontrolować niebiańskie urojenie poprzez tzw. słowo boże. Kolejny przykład hipokryzji ukryty pod hasłem wolność chrześcijańska, a raczej powinno się powiedzieć – zniewolenie chrześcijańskie.

Tolerancja to chyba najciekawszy element tego dualistycznego worka. Mówi się o niej dużo, a tak naprawdę nie wiadomo do końca, o co w tym mówieniu chodzi. „Homoseksualizm jest zagrożeniem dla pokoju i stabilizacji”- tłumaczył ostatnio Benedykt XVI w swoim nowym dziele, co jest jawnym potępieniem osób o tej orientacji, ale gdy już pojawiły się głosy krytyki na tę wypowiedź – krytykującym została zarzucona nietolerancja, rzucanie zdaniami bez kontekstu i skupienie się na jednym malutkim fragmencie całego dzieła. No cóż, nie sądzę, żeby w miarę tolerancyjny i postępowy człowiek zaczytywał się dalej, przecież nikt nie lubi jak ktoś go obraża. No, ale wróćmy do sedna sprawy, czyli zarzucenia krytykującym nietolerancji. Zagranie bardzo podobne do tego stosowanego przez ortodoksyjnych muzułmanów w Wielkiej Brytanii, kiedy to oni zarzucają innym nietolerancję wobec ich wiary, która wyraża się w formie niezbyt skomplikowanej karykatury, albo organizacji spotkania poświęconego kwestii kobiet w islamie. Bo tak właśnie wygląda to w większości religii na świecie, że zdanie może mieć tylko jeden, a ten co wyrazi swoją krytykę albo dezaprobatę jest nietolerancyjny i nie ma szacunku do czyichś wierzeń. Czyli cała tolerancja polega na akceptowaniu wszystkiego, co mówią przywódcy religijni. Nie dość, że nie ma to nic wspólnego z samym pojęciem „tolerancja” to jeszcze implikuje pozbawienie wolności słowa, czyli wpisuje się we wspomnianą wcześniej hipokryzję chrześcijaństwa.
Wiadomo oczywiście, że nie można generalizować, bo są przypadki, gdzie rzekomo praktykujący chrześcijanin potrafi być i tolerancyjny i moralny oraz wolnościowy, ale nie wynika to z jego religii i tego, co ona oferuje, a jedynie ze sprawnie powybieranych lepszych fragmentach z biblii i udekorowaniu ich humanistycznymi hasłami – jak to ładnie ujął Hitchens w odniesieniu do dr. Martina Luthera Kinga[2]. Jednak osób, które dla tak podstawowych pojęć mają wiele znaczeń jest o wiele więcej niż tych pierwszych i to właśnie oni zagrażają racjonalizacji oraz postępowi poprzez stosowanie wspomnianych wyżej haseł w różnych kontekstach w zależności od sytuacji, co skutkuje zmyleniem odbiorców i przeciągnięciem ich na swoją stronę.

[1] – Sobór Watykański I: Pastor aeternus. W: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła. Stanisław Głowa, Ignacy Bieda. Poznań: Księgarnia św. Wojciecha, 1998, s. 86. ISBN 83-7015-360-7.
[2] – Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa. Christopher Hitchens. Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga, 2011, s.177-181, Wyd.2. ISBN: 978-83-7508-357-6

Michał Michałowski. Wiceprezes Warszawskiego Forum Lewicy od stycznia 2013. Student drugiego roku na kierunku Informatyka na Wojskowej Akademii Technicznej. Działacz społeczny i polityczny w ramach Ruchu Palikota i Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Przedstawiciel PSR na forum Europejskiej Grupy Roboczej IHEYO.

2
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

Comments are closed.