Droga partyjna czy trzeci sektor?

MB 80x80

Strategie walki o świeckość państwa

W tym roku (1 października 2012) minie już 10 lat odkąd działam społeczno-politycznie na rzecz świeckości państwa Polskiego. Zaczynałem od drogi partyjnej, w 2001 roku w ówczesnej APP RACJA. Potem była druga partia Unia Lewicy III RP. Od 2007 roku przeszedłem do trzeciego sektora (PSR) i jestem bezpartyjny. W ciągu 10 lat doszedłem do pewnych wniosków na temat strategii walki o świeckość państwa, i chcę się nimi podzielić. Zacznę od definicji. Co to jest świeckość państwa?

Świeckie Państwo: Państwo niewyznaniowe, takie, w którym nakazy religijne nie mają przełożenia na prawodawstwo państwowe/świeckie.

Skoro świeckie państwo to takie państwo, w którym motywacja prawodawcza jest świecka/sekularyzowana (wyzwolona od elementów konfesyjnych), istota walki o świeckość państwa, dotyczy procesu tworzenia i egzekwowania prawodawstwa. W krajach demokratycznych – gdzie obywatele wybierają rządzących – prawo tworzą członkowie partii. Tak więc narzędziem do tworzenia świeckiego prawa są politycy w partiach.

Politycy ci – co do zasady – są reprezentantami swoich wyborców. Chcą być i często są tacy jak ich wyborcy. Jeśli wyborcy są katolikami, to i oni są katolikami. Jeśli ich wyborcy są gorliwymi, ostentacyjnymi czy fundamentalistycznymi katolikami, politycy ubiegający się o ich głos są – lub próbują być – podobni. Jeśli wyborcy są laicyzowani czy antyklerykalni to i politycy potrafią tacy być. Ta reguła jest kluczowa do oceniania strategii walki o świeckość państwa. A że nasze społeczeństwo jest w ok. 89-96% deklaratywnie katolickie (a realnie w ok. 30-40%) to i nasza scena polityczna jest zdominowana przez deklaratywną konfesyjność. Politycy wręcz prześcigają się w okazywaniu swojego katolicyzmu. Również i centrolewica jak SLD czy SDPL (o czym pisałem pracę magisterską). Na szczęście to się powoli zmienia. Katolicyzm w społeczeństwie słabnie, a sekularyzacja narasta. Ale o tym kiedy indziej. Najpierw skupię się na stosowanych w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat strategiach.

Strategia pierwsza: zewnętrzne naciski na partie oraz próby reformy partii od wewnątrz

Partie konserwatywne z definicji są wrogiem sekularyzacji i świeckości państwa. Dlatego w tej materii trzeba zwracać się do partii liberalnych lub socjaldemokratycznych czy socjalistycznych. Ale i tu okazuje się, że partie „liberalne” (np. PO) są (neo)liberalne tylko ekonomicznie, a konserwatywne światopoglądowo, centrolewica jest podzielona na skrzydło pragmatyczne a zarazem konserwatywne i liberalne. Politycy nie tylko nie chcą w Polsce „wojny z Kościołem”, ale i znalezienia się w sytuacji oskarżenia o taką wojnę. A osoby duchowne lubią skarżyć się, że są dyskryminowane i prześladowane, np. Tadeusz Rydzyk. Ale to jeszcze najmniejszy problem. Polska scena polityczna coraz ciężej choruje na postpolityczność. Na portalu lewica.pl Tymoteusz Kochan zauważył iż:

W przestrzeni publicznej od dłuższego czasu dyskusja ideologiczna została zastąpiona dyskusją partyjno-kadrową. Partie przestały być tym, czym być powinny w demokratycznie pojmowanym kraju – ramieniem ideologii podzielanej przez określony elektorat, przeistoczyły się natomiast w „partie dla partii” – zjednoczone w każdej chwili poza tą, gdy trzeba zaznaczyć, że jedna partia różni się od drugiej. Te różnice między mainstreamowymi partiami są w dużej mierze różnicami kosmetycznymi.*

Nic dziwnego, że od dawna pojawiają się koncepcje, by stworzyć coś nowego. Nową partię, która da alternatywę. Skoro obecnie istniejące partie parlamentarne w tym i te centrolewicowe, nie są zainteresowane skuteczną walką o świeckość państwa, to pojawiają się koncepcje, że trzeba stworzyć nową, ideową partie. I tak przechodzimy do drugiej strategii (np. Ruch Palikota czy Netysi, a w 2002 roku Antyklerykalna Partia Postępu RACJA- obecnie RACJA Polskiej Lewicy).

Strategia druga: budowania nowej partii

Nowe partie, niezwiązane z mainstremem, rekrutują się na ogół z otwartego naboru, co już jest zalążkiem poważnego problemu. Do takich partii zapisują się różni ludzie, w tym nieodpowiedzialni, mocni w gębie, ale nie w działaniu. Zbyt ambitni, również karierowicze liczący, że jeżeli będą w nowej partii działać od początku jej funkcjonowania, to w razie jej sukcesu łatwo awansują na najwyższe stanowiska (a gdy to nie następuje, znikają, robiąc niezłe zamieszanie). Młode partie mają problemy z licznymi regionalnymi nieporozumieniami mającymi często charakter poważnych konfliktów. Owe konflikty absorbują znaczną cześć „sił” partii, którą można by spożytkować na promocję czy rozwój partii, a trzeba ją spożytkować na rozwiązywanie konfliktów wewnętrznych. Niekiedy trzeba rozwiązywać lokalne struktury i zakładać je od nowa. To wszystko zabiera cenny czas, a niekiedy kompromituje to daną inicjatywę i zniechęca do niej wartościowe osoby. By partia mogła działać, potrzebuje co najmniej dwóch lat na dotarcie się, a przez ten czas musi się zajmować samą sobą, co odbija się na jej aktywności i pogłębia marginalizację. Ale to dopiero początek problemów w budowie „alternatywy” na Polskiej scenie życia politycznego. Niezależnie od specyfiki danej partii, czy jest ona prawicowa, lewicowa, centrowa, ludowa, czy alternatywna, jako mała lub średnia partia (chodzi mi tu o ilość członków) ma te same problemy:
Zniechęcenie do „partii” a właściwie kryzys społecznego zaufania do partyjności, spowodowane ową postpolitycznością i brakiem społeczeństwa obywatelskiego. Dla wielu osób samo pojęcie partia dezawuuje grupę i poglądy przez nią głoszone, dlatego iż owa grupa – jako że jest partią – jest z założenia niewiarygodna, bo wszystko co głoszą jej członkowie, jest elementem politycznej retoryki a nie chęcią rzeczywistej reformy. Ów problem cały czas narasta, można mówić już o zjawisku „partiofobii”.
Ograniczenia ustawowe (finansowanie, sprawozdania). Ponieważ partie mają na celu zdobywanie władzy, są pod szczególnym prawnym nadzorem, zwłaszcza finansowym (np. partie nie mogą korzystać z grantów). Chodzi tu o dopilnowanie, aby partie, które mogą rządzić, nie były finansowane przez ośrodki zagraniczne lub grupy lobbingowe. Wiadomo że kto płaci, ten wymaga. Owe obostrzenia utrudniają jednak finansowanie partii, a bez dużych pieniędzy, na starcie jest się przegranym.
Utrudnione finansowanie. Kampania wyborcza wymaga dużych nakładów finansowych. Nawet 100% ściągalność składek nie gwarantuje pozyskania odpowiednich środków. Potrzebni są liczni „sympatycy”, „darczyńcy” jak i członkowie/kandydaci o obfitych portfelach, a bez dużej szansy na sukces nie da się ich pozyskać. Gdy się jednak ich już pozyska to pojawia się owa zależność, kto płaci, ten wymaga.
Brak struktur organizacyjnych niezbędnych przy wyborach. Każdy kto działał w partii, wie, jak karkołomną pracą jest zbieranie podpisów poparcia pod listami kandydatów. Zbieranie podpisów bywa trudne nawet dla średnich i dużych partii czy komitetów wyborczych (stąd afery z fałszowaniem podpisów na listach), a co dopiero dla małych. Do tego niezbędne są struktury i liczni członkowie. Małe nowe partie często w okręgach (zwłaszcza w wyborach samorządowych) mają mniej członków niż wymagana minimalna ilość kandydatów do wystawienia listach (czyli mniej osób niż mandatów w okręgu). Dlatego małe partie są skazane na starty z list dużych komitetów wyborczych.
Brak znanych liderów i VIP-ów. Wyborcy lubią głosować na osoby, które w jakiś sposób znają czy też rozpoznają. Małe czy też nowe partie składają się z ludzi nie wypromowanych, czyli na ogół szerzej nieznanych. Zdarzają się pojedyncze wyjątki, ale „lokomotywy” są potrzebne we wszystkich okręgach, a nie w pojedynczych.
Kalendarz wyborczy. Kolejnym problemem jest konieczność dostosowania działań partii do kalendarza wyborczego, a im bliżej wyborów, postulaty partii i jej działania (niezależnie od rzeczywistości) są interpretowane jako element kampanii wyborczej. Konieczność startowania i przygotowywania się do kolejnych wyborów, wywraca wewnętrznie funkcjonowanie partii. Brak wtedy miejsca na merytoryczną, ideową czy programową pracę.
Brak sukcesów utrudniający poważne traktowanie partii. Partia musi mieć sukcesy, by być poważnie traktowana. Sukces to zdobycie mandatów zwłaszcza w wyborach parlamentarnych. Na 80 partii zarejestrowanych w Polsce, obecnie raptem 4 spełniają te warunki. Scena polityczna staje się coraz bardziej hermetyczna. Dobre czasy dla małych i nowych partii już minęły, choć zniechęcenie do dominującego establishmentu narasta. Brak sukcesów w jednych wyborach zmniejsza szanse sukcesu w kolejnych. Nie bez powodu członkowie partii (zwłaszcza jej aktywiści) stają się szybko „misjonarzami” swoich partii tj. ich sposób agitowania za swoimi partiami przypomina działalność misjonarską. Głoszą wszak oni dobrą nowinę o istnieniu ich – wyjątkowej – partii. Jednak owe zachowania bywają różnie odbierane przez ludzi z zewnątrz. Namawianie do głosowania na partię bywa po prostu denerwujące. A im partia słabsza, tym jej członkowie są bardziej zdesperowani, by walczyć o wyborców i realizować własną „misję”.
Partia by pozyskać wyborców musi się do nich upodobnić, nawet kosztem własnej ideologii. To chyba najważniejsze zagrożenie partyjnej drogi. Partia może pozostać wierna ideologii, ale wtedy nie pozyska wyborców i nie wygra wyborów. A że nasze społeczeństwo jest dość konserwatywne i jego laicyzacja jeszcze nie zaszła tak daleko jak we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwecji, Norwegi, Czechach czy nawet Hiszpanii, tak więc owy elektorat ciągle jeszcze jest podatny na dominującą konserwatywną (jak i neoliberalną) narrację, a co za tym idzie częściowy wpływ Kościoła.
Medialność: Politycy mogą trafić do wyborców za pomocą mediów. Aby to skutecznie zrobić muszą być dla nich atrakcyjni, tzn. muszą nastawionym na sensacje mediom dostarczyć oczekiwanych newsów. Na ogół idzie to w konflikcie z merytoryczną treścią, gdyż merytoryczność dla większości odbiorców jest nudna i się nie sprzedaje. Ideowość trzeba więc w odpowiedni, medialny sposób zaprezentować. Niezbędna jest racjonalna polityka medialna, w której merytoryczne zagadnienia, oceny itd. zostaną zaprezentowane w atrakcyjny sposób. Media, mimo ich prymitywizmu intelektualnego i coraz większego prostactwa, trzeba zrozumieć i z nimi współpracować, bo dla nich zła wiadomość to dobra wiadomość. Wolą krótkie zdania niż długie rozprawy. Media interesują tylko partie, które się liczą i które mają odpowiednią markę. Małe partie pojawiają się w mediach na zasadzie ciekawostki, często obiekty kpin albo ze względu na ich radykalizm i wyrazistość lub barwność np. UPR i Korwin Mikke czy Ruch Poparcia Palikota jak i RACJA.
Marka partii i jej rozpoznawalność. Ludzie głosują przede wszystkim na partie, o których istnieniu wiedzą, które istnieją w ich świadomości, których program i głoszone poglądy jakoś znają. Wskazane jest, by znali nazwę owej partii i skrót tej nazwy, oraz by nie mylili jej z innymi partiami. Można to osiągnąć tylko długotrwałą obecnością na scenie politycznej. Tylko jak się tam znaleźć.
Brak zaplecza eksperckiego. Z tym kłopoty mają i duże partie. Jest ono jednak niezbędne dla stworzenia wartościowej partii. Zaplecze eksperckie może dać partii merytoryczną treść, której obecnie tak nam w polityce brakuje. Zaplecze takie jest też elementem legitymizującym partie.

Na podstawie własnych doświadczeń (APP RACJA, Unia Lewicy III RP), mogę stwierdzić, iż budowanie partii (jedynie) w celu walki o świeckość państwa jest więc drogą przez mękę, i jest bardzo mało efektywne. Pożera za to dużo czasu, środków i może wręcz skompromitować, upartyjnić czy zwulgaryzować wiele zagadnień. Mamy co prawda przykład Ruchu Palikota, ale nie jest on ruchem jednej sprawy. Ma rozpoznawalnego lidera, medialność i odpowiednie fundusze. I dlatego RP może odnosić sukcesy.

Strategia trzecia: trzeci sektor i praca u podstaw

By przełamać ten impas potrzeba zmiany w społeczeństwie. Dlatego potrzebne są działania nie tyle na płaszczyźnie partyjno-wyborczej, ale na płaszczyźnie społeczeństwa (praca u podstaw). Należy działać w kierunku sekularyzacji i laicyzacji owego społeczeństwa (elektoratu partii).

Najlepsze działania tego typu do tej pory to działania propagujące apostazje. Apostazja to zjawisko z dziedziny religijności społeczeństw. Powiązana jest z laicyzacją, choć pamiętajmy, że apostazji dokonują też osoby wierzące, w tym również w celu zmiany wyznania. Nie jest więc ona równoznaczna z ateizacją, choć bywa powiązana z laicyzacją. Apostazja jest mierzalnym zjawiskiem. Można więc na jej podstawie obserwować/mierzyć skale definitywnego odejścia od Kościoła. W momencie kiedy apostazja w polskim społeczeństwie dojdzie do rzędu kilkuset tysięcy rocznie, będzie to sygnał, iż Polska nie jest już kościelna. Na razie mimo stałego wzrostu ilości apostazji zjawisko to jest ciągle za rzadkie, jednak działania portali, takich jak Apostazja.pl, apostazja.info przynoszą widoczne efekty. Pamiętajmy, że wiele osób potrzebuje czasu od momentu dowiedzenia się o samej możliwości apostazji, do momentu jej dokonania. A przecież ciągle wiele osób o tym nie wie. Tak czy tak apostazja jest zjawiskiem pożądanym w dążeniu do świeckości państwa, gdyż zmniejsza ilość formalnych i deklaratywnych katolików w społeczeństwie (czyt. w elektoracie), a więc politycy będą się musieli do tego dostosować. Apostazja ogranicza Polski katolicyzm. Sama apostazja to jednak nie świeckość państwa.

Jeżeli jednak chodzi o instytucjonalizację działań na rzecz świeckości państwa, to wskazane jest działanie przez trzeci sektor, czyli organizacje pozarządowe. Wokół nich można budować i integrować środowiska, które mogą skuteczniej wywierać wpływ na rządzących. Przykład Izabeli Jarugii-Nowckiej, którą popierało wiele środowisk, i z którą trzeba było się liczyć, uzmysławia nam, iż bez licznego a zatem wpływowego zaplecza, ruchy dążące do świeckości państwa pozostaną ignorowanym planktonem. Potrzebne jest budowanie ruchu społecznego i integrowanie istniejących środowisk, takich jak: fundacje, stowarzyszenia i federacje stowarzyszeń, wydawnictwa, media, think tanki, ośrodki naukowe, znane osoby ze świata nauki, kultury, ośrodki edukacyjne.

Takie „zrzeszenie”, czyli zintegrowane acz różnorodne środowisko może skuteczniej lobbować i tworzyć społeczne inicjatywy ustawodawcze. Może organizować duże wydarzenia (wystawy, festiwale, dyskusje, warsztaty, odczyty, koncerty itd.), tworzyć i promować publikacje promujące laickość, świeckość, pluralizm, tolerancję itd.

W tym duchu powołaliśmy 27 listopada 2011 roku w Krakowie, Koalicję Postęp i Świeckość, w skład której weszło do tej pory kilkanaście podmiotów (partii, organizacji, stowarzyszeń, grup nieformalnych i osób niezrzeszonych) i osób prywatnych, tworząc wspólny komitet koordynacyjny. Do jej pierwszych wspólnych inicjatyw należeć będą „działania na rzecz świeckości i reakcje na drastyczne przejawy lekceważenia zasady rozdzielności państwa i Kościoła”. Wspólnie podejmie się organizacji Marszu na rzecz Świeckości 2012, który stanowić będzie jeden z elementów Secular Europe Campaign, (zapoczątkowanego w Wielkiej Brytanii paneuropejskiego Ruchu na rzecz Świeckiej Europy). (więcej na stronie http://kpis.pl/ )
Na koniec zobaczmy, jak formuła trzeciego sektora ma przewagę, nad formułą partyjną.
● Nie jest partią ani polityką. Jest działalnością non profit, społeczną często bazującą na wolontariacie itd. Daje to inny odbiór społeczny niż w przypadku partii.
● Łatwiej jest zarejestrować, pilnować kwestii statutowych i finansować stowarzyszenie niż partię. Stowarzyszenie można finansować ze środków zagranicznych.
● By sprawnie działać, stowarzyszenie nie potrzebuje tysięcy członków. Nawet najmniejsze stowarzyszenia potrafią efektywnie działać.
● Stowarzyszenia mogą sobie pozwolić na monotematyczność.
● Ponieważ nie walczą o poparcie wyborców, mogą pozostać wierne swoim ideałom i skupić się na tym, jak trwale zmienić sposób postrzegania pewnych zagadnień wśród odbiorców ich działalności.
● Stowarzyszeniu może być łatwiej zaprosić do współpracy ekspertów (którzy nie będą się bali partyjnej etykiety).

Działanie w trzecim sektorze nie przekreśla współpracy z partiami politycznymi i tworzenia inicjatyw ustawodawczych (np.KPiŚ). Co więcej takie ustawy jako obywatelskie są pozytywniej odbierane społecznie niż te partyjne. Tak więc trzeci sektor jest lepszym narzędziem do walki o świeckość państwa niż tworzenie nowej partii. Lepiej nadaje się on do zmiany społeczeństwa, a owa zmiana spowoduje zmianę zachowań polityków. W efekcie i prawodawstwa.

* http://lewica.pl/index.php?id=24862

Mateusz Burzawa. Absolwent religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (specjalizującym się w politologii religii i socjologii religii. Temat pracy magisterskiej „Polska lewica a Kościół w Polsce XXI wieku. Motywacje polskich socjaldemokracji w relacjach państwo – Kościół w latach 2001- 2008”.). W latach 2002-2005 był członkiem Antyklerykalnej Partii Postępu Racja (członek rady krajowej). W latach 2005-2007 Unii Lewicy III RP (członek zarządu krajowego) z poparcia której kandydował do sejmu w 2005 roku (lista SLD) a rok później do sejmiku (lista LiD). Był członkiem Młodych Socjalistów, Stowarzyszenia Młoda Socjaldemokracja i ZSP UJ. Obecnie jest członkiem Stowarzyszenia Kuźnica, Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i Stowarzyszenia Wolnomyśliciele (którego jest przewodniczącym). Działa też w ramach Koalicji Postęp i Świeckość (http://kpis.pl/).

3
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

One comment on “Droga partyjna czy trzeci sektor?

  1. Witam. Po wpisaniu w pole wyszukiwania za FB słowa „apostazja” dostajemy …nic. Pole do działania?
    pozdrawiam