Ateizm … nie jest taki ważny

Adam

Ateizm jest tak stary jak filozofia. Większość , jeśli nie wszyscy, starożytni greccy filozofowie byli ateistami. To poniekąd tłumaczy skłonność Greków do demokracji (bo i Sparta taką była).

Religie mają tę wielką siłę, że wspierają władzę autorytetem, a poddanym dają nadzieję na sprawiedliwość, choć niekoniecznie na tym świecie. Mają tę wielką siłę, że wspierają tradycję, przeciwdziałają zmianom. Wszelkie modernizacje możliwe są tylko przeciw religiom.
Można powiedzieć, że narodziny nowoczesnej demokracji to, między innymi, zasługa ateistów.

Tylko, że ateizm to istotny lecz tylko jeden z elementów światopoglądu. Odrzucenie fantastycznych założeń ontologicznych to dopiero punkt wyjścia do analizy świata. Dyskutowanie nad jednym krótkim „nie ma” nie jest ani twórcze, ani rozsądne. Na bazie ateizmu można formułować niemal dowolne koncepcje etyczne, wizje człowieka, sensu jego życia. Nie wynikają one z ateizmu, a to co je łączy to wstępne meta założenie, że nie ma i nie było żadnych bogów, a wszystkie religie są wytworami ludzkiej cywilizacji, tworzącymi kontekst kulturowy, społeczny i polityczny.

Zajmowanie się ateizmem to jakby przekonywanie samego siebie, że jednak ma się rację, lub jej się nie ma. To asekuracyjna i mało twórcza postawa.

Gdy już dowiemy się jak powstawały religie, bogowie, święte księgi i oddzielimy mitologie od ich źródeł możemy spróbować przyjrzeć się rzeczywistości. Uwolnieni od większości przesądów nie jesteśmy wolni od przekonań, systemów wartości własnych, lub za własne przyjętych. To czy ateista zdecyduje się na aktywne zmienianie rzeczywistości zależy od niego i od jego przekonań. Od jego sytuacji osobistej i doświadczeń. Od tego czy zbuduje sobie, lub uzna za własną, wizję społeczeństwa. Ta aktywność społeczna jest więc bardziej istotna niż przesłanka światopoglądowa.

To prawda, że mnożą się irracjonalizmy. Nie tylko o religijnym charakterze choć czasem wspierające się autorytetem tej czy innej religii. Szybko są upowszechniane przez tradycyjne media lub internet. Te z kolei uwielbiają rozpowszechniać różne bzdury. Jedna z gazet mająca o sobie jak najlepsze mniemanie reklamuje książkę pełną bzdur i wymysłów, pt. „Dowód” w której wybudzony ze śpiączki farmakologicznej autor opisuje swoje wizje. Te senne rojenia zostały zmiażdżone przez specjalistę od badań nad mózgiem, prof. Vetulaniego. Recenzję przy kolejnych reklamach pomięto, a książkę promuje się przy kolejnych listach bestselerów.

Piszę to gdyż pojawiają się opinie, że mamy drugą falę ateizmu, czy ateizm 2.0. Dla mnie ateizm był zawsze jeden, ten sam od czasów gdy wynaleziono pismo. Księgi święte i księgi mądre.

Te o ateizmie zwykle są krótkie.

Często myli się hipotezy na temat powstania i działania świata z ateizmem. One zaś nie są ateizmem tylko hipotezami. Hipotezami, które ateizmem się nie zajmują i które (a przynajmniej niektóre z nich) bez ateistycznego założenia mogłyby powstać. Kosmosu nie interesuje w co wierzymy. Niektórych z nas interesuje jak funkcjonuje kosmos. Poszerzanie pola racjonalności w sferze społecznej to zmniejszanie liczby oficjalnie obowiązujących nonsensów. Przeniesienie irracjonalizmów do sfery prywatnej , bo prywatnie każdemu wolno wierzyć w co zechce.

Z tytułu niewiary nie wynika jednak żadna etyczna przewaga. To po działaniach, ich etycznych skutkach, można oceniać ateistów. I niekoniecznie ateistyczna motywacja może być najbardziej istotna. Statystycznie wśród ateistów zapewne jej tyle samo osób z kompleksami, arogancją, kierujących się prywatą, co wśród innych grup światopoglądowych.

Samo odrzucenie religijnych przesądów nie czyni jeszcze człowieka lepszym. Brzytwy Ockhama nie używa się jednorazowo i trzeba też dbać by się nie stępiła. Można być też jednocześnie osobą wierzącą w boga i człowiekiem przyzwoitym. O ile oczywiście nie jest się jednocześnie biskupem lub mułłą, bo wtedy okazuje się to nieomal niemożliwe. Z drugiej strony można uważać się za ateistę, a kontakt z rzeczywistością i etyką utrzymywać prawie taki jak przeciętny biskup.

Tyle ogólnych dywagacji. Wyznawcy latającego potwora spagetti wydają się zachowywać lepszy kontakt z rzeczywistością, niż niektórzy celebryci ateizmu. I w dodatku nie posuwają się do tworzenia wirtualnych bytów sugerujących istnienie czegoś co nie istnieje. Makaron z pulpetemi istnieje naprawdę. I bywa smaczny.

Można zostać zawodowym ateistą. Tylko co to znaczy ? Zawodowy specjalista od …niczego ?

Czy może od walki z czasem letnim ? Walcząc z nieistniejącym przeciwnikiem można po drodze pobić kogoś realnie, zwłaszcza tych co stoją zbyt blisko. Nic nie staje się bardziej racjonalne gdy wiara w rzeczy nadprzyrodzone zostaje zastąpiona w wiarę w internet. Lub w swoją misję. W końcu nie każdy może zostać Blues Brothers.

Można wierzyć w człowieka lub lepszą przyszłość. Można i warto mieć nadzieję. Ale nadzieje na to, że niektóre jednostki staną się lepsze lub zmądrzeją bywają płonne i nierozważne.

Adam Jaśkow

1
  

About admin

Administrator
Bookmark the permalink.

3 comments on “Ateizm … nie jest taki ważny

  1. Bóg/bogowie nie istnieją. Nie można tego udowodnić, podobnie jak sądu przeciwnego. I kropka. Ot i cały ateizm. Czy potrzebna tu jeszcze jakaś teoria? Czym miałaby być? Przeciwwagą dla barokowych konstrukcji zbudowanych (i nadal rozbudowywanych) na bazie założenia przeciwnego? Nową racjonalną religią? Ja takiej potrzeby nie odczuwam. Doskonale daję sobie radę bez tego.

    Myślę, że głównie to chciał przekazać Autor komentowanych przeze mnie refleksji. Przynajmniej ja tak to odebrałem. A jeśli tak, to przyznam, że bez reszty podzielam to jego przekonanie.

  2. Każda niewinna idea może stać się narzędziem zbrodni, jak nóż który służy do krojenia chleba.

    Trzeba powtarzać rzeczy oczywiste.

    Pozdrowienia.

  3. Adam, bardzo dobry tekst. Powinien być obowiązkowo odczytywany na zebraniach PSR :)